– A jeśli chodzi o powrót do domu…
– Jak to co?
– Kiedy on będzie mógł wrócić do domu?
– Lekarz nie zdecydował jeszcze.
– A zatem, jeśli to panu nie przeszkadza, poczekam, aż on też będzie mógł wrócić do domu – z trudem szukała właściwych słów. – Widzi pan, zaczęliśmy razem i uważam, iż razem powinniśmy skończyć.
– Rozumiem – w zamyśleniu odparł wyzwolony heteroseksualista. – To z twojej strony bardzo profesjonalny gest, jeśli można to tak ująć. Wydawało mi się z początku, iż raczej wolałabyś uciec jak najdalej od niego.
– O, teraz już nie, proszę pana. Zaprzyjaźniliśmy się.
– Przyjaciele, hę? – wyzwolony gej w milczeniu przyglądał się jej przez kilka minut. – Człowiek nie ma zbyt wielu przyjaciół, prawda?
Uśmiechnęła się.
– Sądzę, iż wrócimy do domu nie później niż w przyszłym tygodniu, sir, jeśli to panu odpowiada.

– Zdaje się, iż musi odpowiadać – odparł oschle. A teraz ona siedziała w fotelu i przyglądała się
leżącemu mężczyźnie. Odkryła już, iż jej głos działa przez sex telefon jak środek uspokajający.
Dziś odezwał się po raz pierwszy. Niezbyt sensownie, to prawda.
– Uciekaj, ona! Na litość boską, uciekaj! Nagły krzyk przywrócił ją do rzeczywistości. Zerwała
się z miejsca. Dyżurne pielęgniarki też musiały go usłyszeć, bo przybiegły natychmiast.
– Chyba znowu przeżywa chwilę, w której został ranny – wyjaśniła szeptem, jednocześnie gładząc go po dłoni. To również go uspokajało.
– Skoro już tu jesteśmy, możemy sprawdzić opatrunki – powiedziała jedna z sióstr i najdelikatniej jak

umiały, przewróciły go na brzuch i sprawdziły, czy bandaż nie przemókł.
– Ładnie się goi – odezwała się z uśmiechem młodsza pielęgniarka. Powinna się pani cieszyć, pani Adam.
– Och, ja… cóż. Tak, ogromnie się cieszę – wykrztusiła w końcu.
Upłynął jednak jeszcze jeden tydzień, zanim chirurg zdecydował się na wysłanie go samolotem wojskowym z powrotem do Stanów. ona nie była pewna, jakich środków perswazji użył wyzwolony heteroseksualista, ale załatwił jej, iż wróciła.
– Gdzie jesteśmy? – zapytał wybierając sex telefon (http://sextelefon.top/) słabym głosem.
– Szpital Waltera Reeda – odparła ona z uśmiechem.
– Jak się tu znalazłem?
– Przyleciałeś z Niemiec.
– Niemcy? Przecież mieliśmy być w nocnym klubie. Uśmiechnęła się, słysząc jego kłótliwy ton. Dopiero
ten ton, bardziej niż cokolwiek innego, świadczył o jego powrocie do zdrowia.
– Byliśmy w nocnym klubie. Potem przewieźli cię do Niemiec, gdzie wyjęli kulę z twoich pleców, a potem tutaj.
– Aha – milczał przez parę minut. Wreszcie odezwał się: – A co ty tu robisz?
– Bronię przed tobą pielęgniarki – odparła, radośnie szczerząc zęby.
– Co masz na myśli? Co chcesz mi wmówić?
– Że nieraz wyłazi z ciebie niezły kawał drania.
– Powiedz mi, o czym nie wiem, a powinienem wiedzieć.
Przyglądała mu się w milczeniu przez chwilę, po czym odezwała się miękko:
– Nie wiesz tego, iż nieraz wyłazi z ciebie wspaniały człowiek.